Sam Chrystus korzystał zapewne z bimy – podwyższonej platformy obecnej w synagogach ówczesnej Palestyny. Mamy tego dowód chociażby w Ewangelii według św. Łukasza (Łk 4), kiedy w Nazarecie podano mu zwój proroka Izajasza i poproszono, aby czytał. Odczytał fragment z Iz 61, wykazując wypełnienie się słów tego proroctwa w swojej osobie. Podobnie czynili też apostołowie i uczniowie: nauczając o Jezusie, wchodzili do miejscowych synagog, gdzie przy okazji odczytywania i komentowania słowa Bożego dawali świadectwo o Nim.
Chrześcijaństwo nie jest religią księgi, ale doświadczeniem Wcielonego Słowa! Słowo nie stanowi jedynie zapisu treści, ale nade wszystko jest samym Bogiem: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 1. 3). Wszędzie tam, gdzie rozbrzmiewa słowo Chrystusa, tam sam Bóg przemawia do swojego ludu, a Chrystus – obecny w swoim słowie – zwiastuje Ewangelię (por. KL 7). Od samego początku zgromadzenie liturgiczne chrześcijan miało strukturę czytania, słuchania i przyjmowania słowa Bożego, po którym następowało dziękczynienie. Potwierdzają to najstarsze pisma chrześcijańskie, jak choćby Apologia św. Justyna z ok. 155 roku.
Nie wiemy dokładnie, skąd i w jaki sposób głoszono słowo w domach prywatnych, do których bardzo szybko – jeszcze za czasów apostolskich – musieli się przenieść pierwsi chrześcijanie po odejściu z synagog. Miejsce głoszenia słowa Bożego zaczęło się stabilizować dopiero po edykcie mediolańskim (313 rok), kiedy powstały pierwsze budowle przeznaczone wyłącznie do kultu. Projekty wczesnych kościołów wykorzystały rozwiązania synagogalne: tworzono bimę wraz z dostojną podstawą pod księgę Ewangelii (zwaną Arką), a także miejsce jej odczytywania, czyli pulpit. Nie bez znaczenia pozostawało również tzw. krzesło Mojżesza, odwołujące się do autorytetu nauczycielskiego tych, którzy komentowali słowo i przekazywali jego właściwą, zgodną z Tradycją interpretację. Zajmował je przewodniczący liturgii.
W bazylikach konstantyńskich ambona stanowiła symboliczne przejście od słuchania słowa do celebracji Eucharystii. Umieszczano ją zwykle przy jednym z filarów – z powodów architektonicznych – albo pośrodku nawy. Jej lokalizacja nie w prezbiterium, lecz w nawie, podkreślała, że głoszony Chrystus jest dawany ludowi po to, aby został przyjęty. Ambona stawała się zatem miejscem rodzenia się wiary pośrodku Ludu Bożego. W przestrzeni liturgii to, co jest głoszone, staje się żywe – Bóg objawia się pośród swojego ludu. Słowo Boże rozbrzmiewa więc w centrum Kościoła, zarówno jako budowli, jak i wspólnoty wierzących.
Ambona nie była jedynie podestem czy pulpitem podtrzymującym zwój bądź księgę, z których odczytywano Pismo. Była konstrukcją wyniesioną, na co wskazuje greckie znaczenie jej nazwy (ambona – ‘wchodzić na górę’, ‘wznosić się’). Chodziło nie tylko o widzialność lektora dla uczestników zgromadzenia, lecz także o względy akustyczne – lepszą słyszalność czytanego słowa. Teologicznie nawiązywała do symboliki synagogalnej bimy jako miejsca objawienia Boga („Na górze Pan się ukazuje” – por. Rdz 22, 14) i kierowania przez Niego słowa do swego ludu. Skoro była wyniesiona ponad poziom posadzki, prowadziły do niej schody.
Konstytucje Apostolskie (Syria, IV wiek) świadczą już o uporządkowanej strukturze posług liturgicznych – takich jak lektor, kantor, psałterzysta, diakon czy prezbiter – przypisanych do konkretnych lektur Pisma Świętego. Wyznaczono w nich również porządek czytania ksiąg biblijnych, który zasadniczo odpowiada dzisiejszej strukturze liturgii słowa.




