W tę noc – najbardziej szaloną i świętą zarazem – nie przychodzimy do naszych świątyń wyłącznie dla wypełnienia tradycji. Stajemy pomiędzy światłem a ciemnością, tam, gdzie śmierć zaczyna tracić swoją moc. Nie ma znaczenia, jak gęsty mrok ogarnął nasze życie, bo Bóg nie tylko wchodzi w ciemność, ale On ją rozdziera. Ta noc nie potrzebuje naszych nastrojów, naszego „samopoczucia” – potrzebuje naszej zgody, by odnalazł nas Zmartwychwstały. Po trzech dniach ciszy zacznie mówić. Jego słowo ma obudzić nas ze snu, na nowo wskrzesić w nas Boże życie. Spojrzymy też na wodę, która zmyła z nas starego człowieka. Przypomnimy sobie, kim jesteśmy – nie super bohaterami, ale dziećmi Boga. A potem Eucharystia – spotkanie z Tym, który przeszedł przez grób i mówi: „Nie bój się”. Jeśli cokolwiek mamy dzisiaj robić, to uwielbiać: głośno, na serio, z serca. Alleluja!




