Dzisiejsza liturgia przypomina o tym, że Bóg nie działa tylko wtedy, gdy wszystko układa się po naszej myśli. Przeciwnie – często zaczyna tworzyć coś nowego właśnie wtedy, gdy rozpada się to, co z takim mozołem dotąd budowaliśmy. Spójrzmy na pierwszy Kościół. Prześladowania miały go zniszczyć, a stały się początkiem misji. Kiedy wspólnota doświadczała rozproszenia, nie straciła tożsamości, ale stała się jeszcze bardziej misyjna. Tam, gdzie miał zapanować lęk, rozległa się Dobra Nowina. Tam, gdzie miał być koniec, zaczęło się nowe życie. To nie my niesiemy Ewangelię – to Ona niesie nas. Zbliżmy się więc z ufnością do przychodzącego Pana. On nas przyjmuje takimi, jacy jesteśmy, karmi tym, czego naprawdę potrzebujemy, i prowadzi ku zmartwychwstaniu – nie tylko na końcu czasów, ale już dziś. Z Nim nie ma straconych szans.




