W antyfonie na wejście psalmista wzywa Bożej pomocy, doświadczając samotności i nieszczęścia, nędzy i utrapienia. A jednocześnie – jakby jednym tchem – wyznaje prawdę o swojej grzeszności. I to jest właściwa dyspozycja serca: wołać, błagać z ufnością, a jednocześnie mieć pokorną świadomość swojej najgłębszej biedy, jaką jest grzech. W ten sposób wołanie człowieka staje się modlitwą płynącą z głębi prawdziwej nędzy, jaka nas dotyka – nędzy grzechu. Nie chodzi o to, by nie dostrzegać czy lekceważyć inne trudne doświadczenie: materialne, doczesne, zdrowotne czy jakiekolwiek inne,
ale by nie zapominać o najważniejszym. Tylko człowiek prawdziwie pokorny potrafi patrzeć w taki sposób. Dostrzeganie swojej duchowej biedy prowadzi do pokoju serca i prawdziwej wewnętrznej wolności przed Bogiem.




