Serce Jezusa płonie nieustanną miłością. Oczywiście obraz ognia i płomieni traktujemy jako pewną symbolikę, przenośnię. Jakbyśmy tego nie nazwali, Chrystus, zwracając się do św. Małgorzaty Marii Alacoque, mówił o ogromie swojej miłości. On rzeczywiście przepełniony jest miłością do nas. Cały dramat polega na tym, że tak wielka miłość pozostaje przeważnie nieodwzajemniona. Chrystus cierpi przez to jeszcze bardziej. I tak jest nieustannie. Stąd narodziła się pobożność wynagradzająca Sercu Jezusa, stąd też idea pocieszania – mówiąc ludzkimi kategoriami – tego zranionego Bożego Serca. Ważne jest to, że w tym Sercu dla każdego z nas jest miejsce. Jest zawsze, zupełnie niezależnie od tego, „gdzie” znajduje się teraz moje serce.




