Tylko Bóg jest Tym, który udziela nam życia, nieustannie je odnawia i zachowuje (por. kolekta). Oddech Boga został w nas tchnięty i w ten sposób proch, którym jesteśmy, nabrał życia (zob. Rdz 2, 7). Istniejemy dzięki Jego oddechowi. Całe nasze istnienie jest ciągłym oddychaniem „usta-usta” z Bogiem: kiedy On „robi wydech”, my wdychamy boski oddech; kiedy my robimy wydech, to On robi wdech i usuwa z naszego serca truciznę. Zauważyć ten „boski pocałunek”, to, że jesteśmy oparci na „rytmie oddechu” wszechmogącego Boga, że istniejemy, bo On istnieje, już jest wejściem
w modlitwę. To zarazem początek prawdziwej wolności, bo czując całymi sobą, że nasze życie zależy jedynie od Boga, już nie potrzebujemy wiązać się z rzeczami przemijającymi jak z niezbędnym respiratorem, który ma nas utrzymać przy życiu.




