Normy prawne co do chrzcielnicy uporządkował św. Karol Boromeusz (zm. 1584) w swoim dziele Instructiones fabricae et supellectilis ecclesiasticae (rozdz. XIX). Jeśli z powodów przestrzennych bądź ekonomicznych nie było możliwe zbudowanie baptysterium, zalecał zlokalizowanie chrzcielnicy we wnętrzu świątyni, w pobliżu wejścia od strony zachodniej, po stronie Ewangelii (tj. po lewej, czyli północnej stronie kościoła), w osobnej kaplicy dedykowanej św. Janowi Chrzcicielowi. W pobliżu chrzcielnicy powinno znaleźć się przedstawienie sceny Chrztu Pańskiego. Gdy przestrzeń na to nie pozwalała, dopuszczano umieszczenie chrzcielnicy pod ścianą, ale wtedy powinna ona znajdować się w wydrążonej w ścianie niecce. Jeśli i takie rozwiązanie nie było możliwe, chrzcielnicę ustawiano w narożniku, obok wejścia do kościoła, albo między północnymi kolumnami wzdłuż naw, ale zawsze jak najbliżej wejścia. Dla podkreślenia wyjątkowości tego miejsca odgradzano ją balaskami.
Sprawowanie chrztu poza kościołem, w odrębnym budynku lub w kaplicy przylegającej do kościoła czy w pobliżu wejścia do niego (od północnej strony symbolizującej zło czy od zachodniej – nieznajomość Chrystusa), pokazywało, że następuje przełom, po którym wszystko się zmienia. Przekroczenie wód chrzcielnych to przejście przez najważniejszą bramę, która wprowadza kandydatów w nowe życie wspólnoty wierzących. Ukazuje, że przez chrzest człowiek zrywa z przeszłością, grzechem, zostaje oczyszczony i przechodzi ze śmierci do życia w Bogu i we wspólnocie Kościoła. Wejście do świątyni w takiej celebracji to prawdziwa mistagogia, czyli wprowadzenie w tajemnicę Kościoła, który trwa i oczekuje na modlitwie zgromadzony w nawie głównej, aż w wodach chrztu zrodzi się Jego nowy członek i zostanie przyprowadzony do wspólnoty. Skoro jest to swego rodzaju poród naszej Matki Kościoła, to brak wizualnych doznań tego procesu nie powinien nikomu przeszkadzać, gdyż żadna kobieta nie chciałaby rodzić przed widownią.
Obecnie obserwujemy bardzo częste ulokowanie chrzcielnicy w pobliżu prezbiterium albo nawet w samym prezbiterium jako symetrycznego odpowiednika ambony, w myśl triady: Chrzest–Słowo–Eucharystia, co nie jest najwłaściwszym rozwiązaniem. Wiodącym argumentem jest tu widoczność sprawowanego sakramentu dla zgromadzonych. Należy jednak pamiętać o tym, że liturgia to nie spektakl, a prezbiterium to nie scena teatralna. To sanktuarium, do którego pielgrzymujemy, które jest naszym celem, a punkt startu nie może być zlokalizowany na jego mecie. Bez wątpienia chrzcielnica nie powinna stać na tym samym poziomie co ołtarz, natomiast winna wyznaczać do niego drogę. Jeśli traktujemy budynek kościoła jako organizm, to trzeba zadbać, aby architektura i dekoracja kościołów wskazywały tę drogę, którą mają do przebycia członkowie Kościoła. Nie wypada też, by nieochrzczeni znajdowali się bliżej ołtarza niż ochrzczeni.




