Przepiękne są słowa dzisiejszej kolekty. Są jak lek na naszą pychę, ponieważ jasno ukazują, że siłę do walki daje nam jedynie Bóg. Dlatego też – choć trud bojowania należy do nas – w niebie będziemy wysławiać Jego, a nie nasze zwycięstwo. Walczyć w obronie wiary nie oznacza jednak walki z kimś z zewnątrz. Potrzebujemy pamiętać o tym, że największy wróg naszej wiary jest dla nas niewidoczny. To diabeł, który od początku był siewcą nieufności do Boga. On wciąż rzuca na pole naszego serca ziarna niewiary (zob. Rdz 3, 1-4; Mt 13, 24nn). Wobec jego pokus jesteśmy jak gliniane naczynia (por. 2 Kor 4, 7) w obliczu spadających na nie kamieni. Nawet jedna mała pokusa może nas rozbić i zwątpimy w darmową i bezinteresowną miłość Pana. Dlatego Bóg sam dał nam – i całemu naszemu narodowi – przedziwną pomoc i obronę w osobie Maryi, którą czcimy w Jasnogórskiej Ikonie. W Jej matczynych dłoniach nawet „najkruchsze” serce jest bezpieczne. Potrzebujemy jednak każdego dnia powierzać się tym dłoniom.




