Jak każdy rolnik, patrząc na swoje więdnące i usychające rośliny, wypatruje deszczu lub choćby ożywczej porannej rosy, wołając: Niebiosa, spuśćcie rosę, niech deszcz spłynie z obłoków! (por. Iz 45, 8), tak my wszyscy, patrząc na usychające z tęsknoty i pragnienia serca, wołamy: Niebiosa, spuśćcie Sprawiedliwego jak rosę, niech jak deszcz spłynie z obłoków, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela (antyfona na wejście). W tych słowach zawarta jest głęboka intuicja, że Chrystus pochodzi zarówno z nieba, jak i z ziemi. Jest Synem Bożym, ale też Synem Człowieczym. Łącząc w sobie dwie natury różne sobie – boską i ludzką – nie umniejsza pierwszej, a wywyższa drugą. Czyni nas w ten sposób prawdziwymi dziećmi Bożymi. Niech zatem nasza gorliwość wzrasta w miarę zbliżania się święta, abyśmy godnie obchodzili tajemnicę Narodzenia Chrystusa (por. modlitwa po komunii)




