Przychodzimy na Mszę św. tak jak tłumy z Ewangelii – aby przez słowo Boże i Eucharystię dotknąć Zbawiciela. Opisani przez ewangelistę Marka ludzie nie tyle słuchali bezpośrednio nauki Jezusa z Nazaretu, ile reagowali na opowieści o tym, co uczynił. To właśnie świadectwo Jego czynów przyciągało ich do Niego. Podobnie jest i dziś – to głoszenie Ewangelii, świadectwa innych i nasze własne doświadczenie wiary sprawiają, że „przychodzimy do Niego”, by osobiście spotkać Tego, o którym słyszeliśmy. Ale warto zadać sobie pytanie: z jaką intencją przychodzimy na Mszę św.? Czy nasza obecność wynika z wiary, głębokiej potrzeby serca – czy może tylko z przyzwyczajenia, obowiązku albo dlatego że sąsiedzi zamówili intencję? Warto oczyścić swoje pragnienia, by nie „tłoczyć się” na Chrystusa z powodu egoizmu, który nie zostawia miejsca innym. Każdy
ma do Niego dostęp. Wszyscy jesteśmy bliscy Zbawicielowi, bo On dźwiga boleści wszystkich. A my – jako Jego uczniowie – jesteśmy wezwani, by nosić nawzajem swoje brzemiona.




