W połowie września obchodzimy w liturgii święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Tradycyjnie odnalezienie Krzyża Świętego przypisuje się matce cesarza Konstantyna I Wielkiego, św. Helenie. Wydarzyło się to prawdopodobnie w 326 roku. Wtedy w bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie złożono relikwie. Na tę pamiątkę co roku 13 września obchodzono uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego, którą później przeniesiono na 14 września. W tym dniu bowiem dokonano pierwszej publicznej adoracji Krzyże, która stała się też elementem obrzędów liturgicznych Wielkiego Piątku. Obrzędy Świętego Triduum Paschalnego są tak bogate w treść, że niektóre z ich elementów mogą nam umknąć, dlatego Kościół w ciągu roku liturgicznego ponownie poświęca im uwagę. Mamy na przykład święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana, które ma nam pomóc zgłębić tajemnicę Chrystusowego kapłaństwa, celebrowaną w Wielki Czwartek. Święto to obchodzimy w czwartek przed uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Podobne znaczenia ma święto Podwyższenia Krzyża Świętego, które powtórnie przywołuje nam prawdę o zbawczym charakterze Męki Jezusa na krzyżu. Aby dobrze zrozumieć to święto, obchodzone w połowie września, trzeba nam więc wrócić do tego, co dzieje się w liturgii w Wielki Piątek. Ponowne przyjrzenie się tym obrzędom może być pomocne w odkryciu tajemnicy Chrystusowego Krzyża.
Jednym z ważniejszych elementów liturgii, który pozwala nam zrozumieć tajemnicę krzyża, jest milczenie. Milczenie jest charakterystyczne dla liturgii Wielkiego Piątku i jest chyba najwłaściwszą postawą człowieka w spotkaniu z Krzyżem Chrystusa. Warto uświadomić sobie różnicę pomiędzy „milczeniem” a „ciszą”. Choć na co dzień używamy tych słów jako synonimów, to w liturgii wcale nie znaczą to samo. Cisza jest po prostu brakiem słów, jest „nicniemówieniem” wtedy, kiedy nie ma do kogo się odezwać. Milczenie to coś innego, zachowuje się je wobec osoby. Jest brakiem słów wobec osoby, z którą jesteśmy w relacji. Milczenie może być napełnione sensem i obecnością osób, nie zakłada samotności. Jestem z kimś w takiej sytuacji, że nie wiem, co powiedzieć, po prostu brak mi słów, dlatego trwam z tą osobą w milczeniu.
Czym tak naprawdę jest krzyż Jezusa? Czym jest nasz krzyż? Pewnie w pierwszej kolejności nasuwa się nam odpowiedź, że naszym krzyżem może być doświadczenie choroby, samotności. To są rzeczywistości, które mogą być naszym krzyżem dziś, ale patrząc na Jezusa na krzyżu, możemy odkryć inne jego znaczenie. Szukając odpowiedzi, co jest moim krzyżem, wystarczy popatrzeć na Jezusa i Jego krzyż. Co było krzyżem Chrystusa? Dla Niego krzyżem okazało się to, co najbardziej ukochał: człowieczeństwo. Chrystus, Bóg wcielony, najbardziej kochał ludzi. Dla człowieka i przez niego umarł. Bóg, który tak ukochał ludzi, że stał się jednym z nas, z tego właśnie powodu umarł. Zatem i w naszym życiu krzyżem jest to, co ukochałem, i wcale nie musi to być rzeczywistość, która zawsze wiąże się z cierpieniem. Co ukochałem najbardziej? − może małżeństwo, rodzicielstwo, kapłaństwo, zdrowie albo jego brak. Krzyż to coś, co ukochałem i co z czasem zaczęło mnie zabijać. Krzyż to jest taka rzeczywistość życia, w którą człowiek wszedł z miłości, a która z czasem stała się przyczyną cierpienia. Przez to, że człowiek wcześniej ją ukochał, nie rezygnuje z niej, kiedy wiąże się ona z trudem. W pewnym momencie to, co kocham, zaczyna zabierać mi życie. Może zatem być też tak, że jeszcze nie mamy w życiu żadnego krzyża, tak jak w przypadku Jezusa, który nie nosił krzyża przez całe życie, ale w pewnym momencie krzyż się nam objawi.




