Dla chrześcijanina czas nie biegnie ku końcowi, ale ku pełni. Stąd chrześcijaństwo nierozerwalnie związane jest z nadzieją – to nadzieja pełni, przyszłości, która jest przed nami. Nie oznacza to jednak, że dla człowieka wierzącego liczy się tylko przyszłość, a teraźniejszość jest jedynie oczekiwaniem. Bóg nie przekreśla teraźniejszości, wręcz przeciwnie – nadaje jej niesamowite znaczenie.
Objawienie biblijne przyniosło nową koncepcję czasu, która zrodziła się z doświadczenia Izraela. Lud wybrany odkrył, że wszystko, co wydarza się w jego historii – od powołania Abrahama, przez niewolę egipską, wędrówkę przez pustynię, walki, najazdy nieprzyjaciół, zwycięstwa i porażki… – wszystko to nie jest dziełem przypadku! Chociaż historia ta nie wyglądała inaczej niż historia innych narodów, to w świetle słowa proroków naród wybrany zrozumiał, że jego historia stała się historią zbawienia! Nie był to już tylko dla Izraelitów ciąg wydarzeń mniej lub bardziej połączonych ze sobą. Historia ta stała się miejscem dialogu Boga ze swoim ludem, a płynący czas – miejscem Bożej rewelacji, czyli Bożego objawienia (z łac. revelatio – objawienie).
W ten sposób Izraelici nauczyli się odczytywać wszystkie przeżywane wydarzenia w kluczu historii zbawienia. Ta zaś nie była dziełem przypadku, ale historią prowadzoną przez Boga. On nie tylko dał obietnicę na przyszłość, ale sam angażował się, aby doprowadzić swój lud do jej wypełnienia. W ten sposób już nie tylko obietnica i przyszłość miały wartość, ale także teraźniejszość nabrała znaczenia jako miejsce objawienia się Boga. W powodzeniu Lud Boży potrafił widzieć błogosławieństwo Pana, zaś w uciskach, najazdach i niepowodzeniach – Jego wezwanie do nawrócenia. Wydarzenia, które na niego spadały, stawały się słowem Boga, na które lud odpowiadał przez wdzięczność bądź skruchę.
Wiara w Jezusa Chrystusa nie jest wiarą w dogmaty, ale w historię. To wiara, że Bóg – tak jak prowadził historię Izraela, tak jak zrealizował historię zbawienia w swoim Synu, Jezusie – tak samo prowadzi historię zbawienia w naszej codzienności. W ten sposób czas nie jest już tylko oczekiwaniem na niebo, które w przyszłości posiądziemy. Staje się już tutaj miejscem objawienia się Boga, a wydarzenia, które w tym czasie się dokonują, są skierowanym do nas Jego zaproszeniem do dialogu z Nim. Zarówno praca, jak i odpoczynek, aktywność w ciągu dnia, jak i sen w nocy, sukcesy i porażki, choroby i niepowodzenia… wszystko to, co składa się na mozaikę codzienności, dla chrześcijanina staje się pełną sensu historią, przez którą przemawia Bóg.
W ten sposób czas staje się sprzymierzeńcem człowieka – upływając, biegnie ku swojej pełni, ale już w teraźniejszości pozwala spotykać się z Bogiem. Chociaż to początkowo nie wydaje się oczywiste i łatwo dostrzegalne, to zażyłość z Bogiem, dialog z Nim, nieraz burzliwy i pełen zmagań, coraz bardziej pozwalają dostrzec i zrozumieć, że historia nie dzieje się przypadkowo, że istnieje Ten, który jest Panem historii. On nigdy nie daje za mało czasu, ani za dużo: daje tyle, ile potrzeba, aby doprowadzić człowieka do pełni, do zbawienia, czyli wypełnienia swojej obietnicy.




