loading

Sposób, w jaki człowiek przeżywa swoją codzienność, nie jest przypadkowy. Także poczucie czasu albo jego braku mają swoją głębszą płaszczyznę. To, jak żyjemy, co robimy, zależy od tego, w co i komu wierzymy. Pierwsza jest myśl, serce, a potem czyn. Dlatego zatrzymajmy się nad dwoma sposobami przeżywania czasu. Biblia wspomina o tym, któremu brak czasu: Biada ziemi i morzu – bo zstąpił na was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu (Ap 12, 12).
      To jest bardzo znamienne, że Biblia mówi o diable jako tym, który ma mało czasu. On jednak jako jedyny ma policzone dni. Przegrał już swoją walkę z Chrystusem. Koniec tej ziemi będzie także końcem diabła. Według kolejnych wizji Apokalipsy zostanie on wrzucony do jeziora siarki i ognia (por. Ap 20, 10). Dlatego, wykorzystując dni, które mu pozostały, z wielkim gniewem próbuje walczyć z tymi, którzy należą do Chrystusa. To diabeł jest tym, który widzi tylko koniec, który nie ma nadziei, który z wielkim gniewem próbuje wykorzystać każdą chwilę, aby niszczyć, aby zdobywać dla siebie kolejne ofiary. Dla niego czas, który przemija, jest doprawdy wrogiem.
      Całkowicie odmienną wizję przeżywania czasu pokazuje nam ten, który należy do Chrystusa – św. Paweł. On, w Drugim Liście do Koryntian, pisze: chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie (2 Kor 4, 16-18).
      Dla Pawła przemijanie nie wiąże się ze świadomością końca. Czas, który biegnie, nie prowadzi do unicestwienia, ale do pełni. Przeżywanie przez Pawła czasu jest przepełnione nadzieją, że kiedy skończy się to, co trwa, wówczas zakosztuje on bezmiaru chwały. Dla Apostoła Narodów czas biegnie ku swojej pełni, a on z każdym dniem jest bliżej Pana, gdzie znajdzie mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie (2 Kor 5, 1). Czas jest więc dla niego sprzymierzeńcem, a przemijanie umacnia nadzieję.
      Wszyscy, żyjąc na tym świecie, jesteśmy kuszeni przez tego, który ma mało czasu, aby wejść w jego logikę. Jesteśmy zwodzeni, aby ograniczyć nasze życie tylko do tego, co widzialne i doczesne. Mentalność posiadania, sukcesu i natychmiastowego efektu – choć bardzo pociągająca – nie ofiaruje człowiekowi żadnej pewnej nadziei. A kiedy przychodzi zawód i niepowodzenie, pozostaje tylko rozpacz i pytanie bez odpowiedzi: za czym człowiek całe życie gonił?
      Jednocześnie jest jednak mentalność prawdziwie chrześcijańska, oparta na trwałej nadziei tego, co nieskończone. To sposób życia w oczekiwaniu na Pana, ze świadomością, że nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy z niego wynieść
(1 Tm 6, 7). Wejście w taki chrześcijański styl życia, wejście w tę nową optykę pozwala inaczej przeżywać codzienność. Ale czas dla chrześcijan to coś więcej niż tylko oczekiwanie przyjścia Pana czy oczekiwanie na życie wieczne po śmierci. O tym jednak powiemy w kolejnym numerze miesięcznika.

Rok liturgiczny

Comments are disabled.