„Nie mam sobie nic do zarzucenia” – powtarzamy. „Dobrze jest, jak jest” – dorzucamy. A jednak coś nie gra. Inni za bardzo nie mogą ze mną wytrzymać. Od czasu do czasu odzywają się wyrzuty sumienia. Nie jestem z siebie zadowolony. A czy sam Bóg jest ze mnie zadowolony? Wypada, a nawet koniecznie trzeba zapytać.
„Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie” – rozbrzmiewa w Adwencie. Nawrócenie według Ewangelii to „być” albo „nie być” dla człowieka! Nawrócenie to sposób na życie, to warunek życia. I to nie jednorazowa przemiana całego mojego myślenia. To nieustanny, nigdy niekończący się proces.
Nie mogę sobie pozwolić na zlekceważenie czy odrzucenie wezwania Bożego do nawrócenia, bo zginę, bo siekiera do korzenia mojego życia już przyłożona, grozi mi wycięcie i spalenie (por. Ewangelia). Nie nawracając się, mogę zasłużyć na miano „plemienia żmijowego”, sam uważając się za „wybrańca losu”. Czy to groźba, straszenie? Nie! Bóg nikogo nie straszy ani nikomu nie grozi. Bóg, który jest miłością, ostrzega. Bo kto kocha, ostrzega osobę kochaną, nieraz także przed nią samą. Człowiek bowiem może nie dostrzegać zagrożenia, a nawet odrzucać możliwość potępienia wiecznego.
Nawrócenia serca dokonuje w nas sam Bóg przez swojego Ducha Świętego. Dlatego módlmy się często o łaskę nawrócenia dla siebie i swoich bliskich.
W dzisiejszą niedzielę szczególnie modlimy się w intencji Kościoła na Wschodzie, aby odrodzony po „komunistycznym tornado”, mógł nam dawać świadectwo zwycięskiej mocy Ewangelii, która wzywa do nawrócenia serca.
ks. Marian Duda
Refleksje na dziś pochodzą z Biuletynu liturgicznego „Dzień Pański„.
Prenumeratę biuletynu można zamówić pod adresem: Prenumerata – Dzień Pański





